niedziela, 17 kwietnia 2016

Klapp Repacell 24h Antiage Luxurious Cream

Wreszcie nadeszła wiosna, a wraz z nią ciepły powiew wiatru, stonowane świeże odcienie przyrody, wszechogarniająca lekkość, łagodność i budzenie się do życia.

To, w jaki sposób nasza skóra przyjmie pierwsze promienie słońca i nabierze blasku będzie głównie zależeć od tego, jak przygotowałyśmy ją przez zimę.
Wszechobecny kult piękna wymusza na nas pościg za wieczną młodością, bycie doskonałą w każdym calu. Czas upływa, jednak na przekór niemu, genom , stresowi i czynnikom środowiskowym JA chcę pięknie i powoli się starzeć :)

Do znudzenia piszę, mówię, powtarzam i podkreślam, że lubię być na bieżąco z nowościami w dziedzinie kosmetologii i medycyny estetycznej. Przyglądam się materiałom prasowym marek, czytam wywiady ze specjalistami, artykuły i publikacje.
Jedną z marek, które od dawna kojarzyłam z pism o tematyce anti-aging była marka Klapp. Kilka lat temu przyjrzałam się ofercie marki i wybrałam preparaty z kwasem hialuronowym z serii X-Treme. Nie zrobiły na mnie wrażenia. 
O marce na długo zapomniałam. Planowane zabiegi w gabinecie kosmetycznym odłożyłam na odległe później (czytaj być może nigdy).

Do tej samej rzeki się nie wchodzi, ale ... podjęłam ryzyko w lutym. W łazience zamieszkał 24h Antiage Luxurious Cream z serii Repacell.



Repacell to linia kosmetyków bazująca na komórkowych badaniach telomerazy - enzymu, który określany jest enzymem młodości. W produktach tej serii zawarto kompleks TCR3-PLUS , który chroni telomery w dzień i w nocy zachowując długowieczność komórek , a tym samym przedłużając im życie. Krem zwiększa poziom nawilżenia i elastyczność skóry. Kontury twarzy oraz struktura skóry jest wzmocniona i napięta.

Przy regularnym stosowaniu pierwsze zmiany widoczne są już po 14 dniach:


  • zmniejszają się objawy starzenia
  • poprawia się napięcie skóry
  • zmarszczki są zredukowane , skóra wygładzona
  • zwiększa się poziom wody w naskórku


Kosmetyki Repacell są dostępne w 5 wersjach dostosowanych do rodzaju skóry (normalnej, wrażliwej, dojrzałej, mieszanej, suchej). Nie zawierają parabenów, PEG, olejów mineralnych i silikonów.

Mój krem zawierał dodatkowo ekstrakt z trzciny i igieł sosny, które zapewniają ukojenie i ochronę wrażliwej cerze. 




Krem otrzymujemy w opakowaniu kartonowym, które wyścielone jest materiałem. Produkt umieszczony jest w taki sposób, że nie migruje po kartoniku. Plastikowe opakowanie kremu jest poręczne i przykuwa wzrok kryształkami zatopionymi w wieczku. Wyróżnia się na tle innych produktów na łazienkowej półce.









Kremu używałam dwa razy dziennie przez 2 miesiące. Ma on konsystencję lekkiej śmietanki, wchłania się bardzo szybko, nie powodując uczucia ściągnięcia (moja zmora !). Nie powodował podrażnień, nałożony blisko oczu nie wywoływał łzawienia. Utrzymywał nawilżenie skóry (w ciągu dnia gdy jestem poza domem, w pracy zmywam twarz wodą termalną i nakładam emulsję Sensai, rano nakładam serum pod krem).
Produkt jest bardzo wydajny i naprawdę świetnie się rozprowadza na twarzy. Jedynym minusem, który muszę mu przyznać to zapach, który jak na mój nos jest nieco zbyt intensywny. Na szczęście krótko utrzymuje się na skórze a ja zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Stosowanie kremu uważam za bardzo przyjemny etap w pielęgnacji.
Obietnice producenta pokrywają się z tym, co mogłam zaobserwować na swojej skórze. Głębokich zmarszczek nie posiadam, więc tego aspektu nie ocenię.

Krem polecę cerom wrażliwym, naczynkowym.

Marka Klapp zainteresowała mnie na tyle, by przyjrzeć się bliżej kremowi pod oczy Kiwicha- wypatrujcie wpisu za jakiś czas :)

Czy miałyście do czynienia z tą marką ?
Jakie są Wasze wrażenia?

Weronika




czwartek, 3 marca 2016

Denko


Nie jestem najlepsza w systematycznym publikowaniu recenzji zużytych kosmetyków. Zazwyczaj przypominam sobie o nich, kiedy już dawno wylądowały w koszu na śmieci. Taka ja.

Bardzo lubię używać peelingów do ciała. Jeśli Koleżanka pyta mnie co chciałabym znaleźć w upominkowym pudełku, zawsze odpowiadam - PEELING do ciała :)

Lubię mieć ich kilka- w zależności od nastroju, pory roku i pogody ;)



Peeling solny Equilibra towarzyszył mi w końcówce lata i jesienią. Skład ma naprawdę imponujący. Produkt idealnie wygładzał, odświeżał i odżywiał skórę. Jego spore opakowanie starczyło na długo, a olejek pozostawiał wrażenie przyjemnego ukojenia. 

Kosmetyk ten nie przypadnie do gustu wszystkim- wielbicielki ziołowych zapachów będą zadowolone, pozostałym dziewczynom radzę wybrać inny produkt :)

Skład: Sodium Chloride, Vitis Vinifera Seed Oil, Maris Sal, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Helianthus Annuus Seed Oil, Zea Mays Germ Oil, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Hedera Helix Leaf Extract, Centella Asiatica Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Menthol, Ascorbyl palmitate, Lecithin, Tocopherol, Citric Acid.

ps. używanie peelingu solnego kiedy właśnie podrapał Cię kot to również nienajlepszy pomysł ;)


Jestem pewna, że nie raz wspomniałam o swoim ulubionym żelu pod prysznic Elancyl. Ten tonizujący przyjemniaczek ma moc ! Dzięki temu produktowi zaczęłam szukać kosmetyków z wyciągiem z bluszczu w składzie. Jest on niesamowicie ożeźwiający! Nie może go u mnie zabraknąć.

Żel Fa Magic Oil był niczego sobie. Nie mogę mu nic zarzucić, ale też nie mogę za nic wyróżnić :) 






Suchy olejek Nuxe sprawdził się u mnie idealnie na ciało zmęczone pracą. Jego ciekawa konsystencja i zapach sprawiały, że używało się z wielką przyjemnością.


Płyn micelarny Mixa z dodatkiem alantoiny przeciw zaczerwienieniom- obecnie mój ulubiony ! Jest skuteczny i łagodny. Ma świetną pojemność i cenę. 



Emulsja micelarna Medisoft Anida - przyjemna, łagodna emulsja, którą zmywałam twarz wieczorem. Ma wygodną pompkę. Niestety muszę naskarżyć, nie usuwa całkowicie podkładu z twarzy i konieczna jest dodatkowa pomoc płynu micelarnego.



Pieniący się koszmarek Soraya. Płyn micelarny Nawilżanie i Dotlenianie. Tutaj zawód na całej linii- wysusza, nie radzi sobie z demakijażem. Nie polecam ! 

Jakie są Wasze zużycia w ostatnim czasie?


poniedziałek, 1 lutego 2016

Sisley Emulsion Phyto-Aromatique

Co zdradza, że jestem potwornie zmęczona?

a) moja mina
b) wygląd okolicy oczu 
c) obie odpowiedzi prawidłowe

Od czasu gdy zdałam sobie sprawę ile mówi o mnie moja skóra wokół oczu, zaczęłam zwracać na nią szczególną uwagę. Raz w tygodniu kładę maseczkę, peeling, używam serum pod oczy. Używam kremów pod oczy dwa razy dziennie. W ciągu dnia stawiam na lekki krem-emulsję, który pozwala na wykonanie makijażu niemal natychmiast po jego nałożeniu. 

Wybór właśnie tej emulsji ułatwiła próbka, którą otrzymałam u specjalistki marki Sisley. Pani Urszula doskonale odgadła moje potrzeby. Krem trafił na moją półkę.


 Emulsja Sisley Phyto-Aromatique usuwa pierwsze oznaki starzenie w okolicy oczu i ust. Zawiera połączenie wyciągów roślinnych (chmiel, skrzyp, ogórek) i olejków eterycznych (rumianek, rozmaryn), które sprawiają, że najdelikatniejsze partie twarzy odzyskują jędrność i elastyczność.
Emulsja nawilża, wygładza i łagodzi skórę, dzięki czemu skóra promienieje.



Krem- emulsja jest produktem niezwykle lekkim i przyjemnym w stosowaniu. Wchłania się szybko, pozostawiając skórę świetnie nawilżoną i gładką. Zapach produktu jest przyjemny, charakterystyczny dla marki :), ale zupełnie nieinwazyjny i niemęczący. Chwilkę po aplikacji można śmiało nałożyć makijaż, jeśli potrzeba :)



Śmiało mogę powiedzieć, że krem spełnia moje oczekiwania- odświeża spojrzenie, nawilża i koi zmęczoną skórę. Jest moim No.1 wśród produktów pod oczy na dzień.

Opakowanie zawierające 15ml ma dobrze działającą pompkę, która dozuje produkt w ilości odpowiedniej do aplikacji na skórę wokół oczu.

Jest MIŁOŚĆ :)

W jakim produkcie Ty się zakochałaś?

ps. Krem nie posiada filtrów przeciwsłonecznych.

środa, 27 stycznia 2016

La Mer The Moisturizing Cream

Krem legenda. Krem, który się kocha albo nienawidzi. Porównywany z kremem Nivea, oceniany i opisywany już wiele razy. 

Założyciel La Mer, Doktor Max Huber, docenił uzdrawiającą moc oceanu i oparł na właściwościach alg morskich recepturę kremu przywracającego zdrowy wygląd poparzonej skóry.W swoich kosmetykach La Mer stosuje wyłącznie algi zebrane ręcznie.

Krem nawilżający zawiera składnik odżywczy The Miracle Broth, który wpływa na zmianę struktury skóry-wnika w jej powierzchnię, aby uzupełnić zasoby wilgoci. Skóra po regeneracji promieniuje pełnią energii i młodzieńczą świeżością.

W czerwcu 2015 roku  Świętując Światowy Dzień Oceanów La Mer przygotował coroczną, limitowaną edycję legendarnego Crème de la Mer, w opakowaniu inspirowanym podwodnym życiem. Kremy te były dostępne w perfumeriach Douglas - w warszawskiej Arkadii i poznańskiej Galerii Stary Browar.




Krem otrzymujemy w 100ml słoiku. Jego konsystencja jest gęsta i tępa, wchłania się długo, ale nawilżenie jest wyczuwalne. Kremu używam na noc 2- 3 razy w tygodniu lub wtedy, gdy czuję że skóra go potrzebuje. 
Przed zakupem czytałam recenzję tego produktu na beautypedii i miałam obawy czy opisywany przez recenzentów składnik taki jak olejek eukaliptusowy rzeczywiście może  wywoływać podrażnienia- moje obawy nie znalazły na szczęście uzasadnienia.





Krem nie przypadnie do gustu wszystkim. Cerom tłustym prawdopodobnie bliżej będzie do wersji gel, a mieszanym soft. 




Jestem zadowolona, że mam go na półce. Mojej cerze bardzo służy :)

Jaki jest Twój ulubiony krem do twarzy?




niedziela, 24 stycznia 2016

Guerlain Super Aqua-Serum Light

Bardzo lubię przeglądać i czytać podsumowania, gdzie rzetelnie dokonuje się oceny i wyboru najlepszego kosmetyku. Przyznam, że dawniej bardzo łatwo ulegałam pokusom reklamowym i papkom blogowym- kupowałam produkty, które okazywały się rozczarowaniem- daleko mi było do podzielania zachwytów i rozpływania się nad działaniem, komfortem używania i spełnianiem obietnic. Zapychały mi półki i rujnowały kieszeń (wiem, wiem- każdy ma inna skórę :)

Dorosłam trochę i w gąszczu produktów zaczęłam typować bardziej racjonalnie.
Przestałam (albo przestaję) kupować w ciemno- proszę o pomoc konsultantkę, zabieram ze sobą próbki. Korzystam też z rad koleżanek, których cera ma podobne wymagania do mojej.

Moja skóra musi dużo pić- inaczej niemal każdy kosmetyk kolorowy wygląda na niej fatalnie. Właściwie nie używam kryjących ani ciężkich podkładów, chyba nigdy nie zdarzyło mi się "budować krycia" ani nakładać więcej niż jednej warstwy produktu. W zasadzie moim głównym zastrzeżeniem co do cery jest to, że jest płytko unaczyniona (o tym ,że lubi się przesuszać już wiesz ;).

Czasami nachodzi mnie chęć i mknę do stoiska makijażowego czy pielęgnacyjnego w perfumerii. 
Tak było i tamtego dnia. W warszawskiej Arkadii spotkałam dobrze zorientowaną w produktach do pielęgnacji konsultantkę. Po krótkim wywiadzie i przyjrzeniu się twarzy poleciła mi serię Super Aqua Guerlain

Po kilku dniach wróciłam po Serum Super Aqua Light.



Nie miałam pojęcia, że ten produkt ma już 25 lat :) Jego formułę udoskonalano kilkukrotnie, jednak fundamentem jest Aquacomplex- koktajl aktywnych składników, który oczyszcza wodę międzykomórkową, aktywuje cyrkulację wody w skórze oraz aktywuje naturalny proces oczyszczania, chroniąc jednocześnie wodoszczelność naskórka. 




Serum wzmacnia barierę utraty nawilżenia przez skórę i pobudzą w ten sposób jej zdolność wiązania wilgoci. W ten sposób skóra doznaje optymalnego nawilżenia, doskonale się regeneruje, a w dotyku jest  miękka i gładka i otrzymuje nowy blask. 

Super Aqua zapewnia skórze nawilżenie i zabezpiecza przed przedwczesnym starzeniem. Skóra odzyskuje swoją młodzieńczą objętość - jest promienna i świeża.




Wybrałam wersję light , gdyż kupowałam produkt latem. Lżejsza konsystencja odpowiadała mi pod każdym względem- szybko się wchłaniała nie pozostawiając uczucia lepkości, wygładzała cerę i pozostawiała komfort po nałożeniu (nie znoszę, gdy kosmetyk ściąga skórę !). Kiedy lato się skończyło, byłam w stanie nałożyć serum po zmyciu twarzy płynem micelarnym... i wyjść do pracy. Moja skóra nie wołała o dodatkowe nawilżenie (i tu muszę wtrącić koniecznie : po kilku godzinach zawsze zmywam twarz w pracy i stosuję wodę termalną, a potem krem lub nawilżający fluid).

Konsystencja produktu była dla mnie idealna- nie spływała z dłoni, ale nie była bardzo gęsta. Zapach był przyjemny, delikatny, nie dominował nad innymi produktami. 


Opakowanie jest szklane i dość ciężkie, pompka działa idealnie. 


Czy ten produkt ma jakieś wady? Jedną. Szybko się zużywa :) 


Jest to z pewnością serum, które poleciłabym swojej najlepszej przyjaciółce.


Co Ty poleciłabyś bliskiej osobie?



ps. Krem z linii Super Aqua pięknie poradził sobie z podrażnieniem twarzy po kąpieli słonecznej

niedziela, 10 stycznia 2016

Arbonne Odżywczy Szampon FC5


Wspominałam już na Instagramie, że dzięki moim znajomym zaczęłam odkrywać uroki wegańskich i wegetariańskich zakątków kulinarnych, co zmieniło moje wyobrażenie na temat tego sposobu odżywiania. Kilka lat wcześniej myślałam , że wybierając to, z czego powstanie posiłek weganin czy wegetarianin ma do wyboru sałatę, kotlet sojowy i ryż. Dzisiaj śmiało mogę przyznać, że gdybym nie poznała tylu smaków, aromatów (i wspaniałych ludzi przy okazji), moje życie byłoby nudne i szare.

 Przeniosłam swoją ciekawość do łazienki. 

Natrafiłam na Arbonne, markę dotąd zupełnie mi nieznaną z blogów czy internetu. Powstala ona 30 lat temu i wszystkie produkty opracowane są na składnikach roślinnych.  Słowo "Arbonne" oznacza „piękne drzewo” i pochodzi od nazwy małej wioski w Szwajcarii.

Na pierwszy ogień wybrałam produkty do włosów. Zaopatrzyłam się w szampon i odżywkę (o niej niebawem).





FC5 to linia kosmetyków Fresh Cell Technology, która opiera się na na wyciągach z pięciu owoców i warzyw nadających włosom połysk.
Kluczowe składniki roślinne to :

  • Kiwi (Actinidia chinensis): znakomite źródło przeciwutleniaczy
  • Truskawka (Fragaria vesca): znana z właściwości oczyszczających i tonizujących
  • Marchew (Daucus carota): koi, łagodzi, zawiera beta karoten 
  • Mango (Mangifera indica): odżywia i nawadnia
  • Dynia (Cucurbita pepo): nawilża; zawiera duże ilości beta karotenu 





 Szampon, który wybrałam jest bogaty w składniki nawilżające. Moje włosy są cienkie, nie lubią zostać obciążone, a zarazem mają tendencje do przesuszenia na końcach. Szamponów zwykle mam od kilku do kilkunastu (nie żartuję), bo ciągle dopatruje się w nich wad. W przypadku tego produkt mogę śmiało powiedzieć, że to pierwsza i nie ostatnia butelka. Włosy po umyciu są miękkie, lśniące i lekkie. Mogę je śmiało rozczesać bez dodatkowych wspomagaczy.
Dodatkowym atutem jest to, że mimo codziennego używania nie podrażnia skóry głowy, jest niezwykle delikatny.

Szampon stosuję w duecie z maską (raz-dwa razy w tygodniu). Uważam, że to produkty godne polecenia. 

Pojemność szamponu to 296ml. Cena 78zł.


Skład :

Aqua/Water/Eau, Sodium C14-16 Olein Sulfonate, Decyl Glucoside, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Lippia Citriodora Flower/Leaf/Stem Extract, Pelargonium Graveolens Flower/Leaf/Stem Extract, Acrylates/Aminoacrylates/C10-30 Alkyl Peg-20 Itaconate Copolymer, Cocamide Mipa, Sodium Cocoyl Isethionate, Stearic Acid, Glycol Stearate, Quaternium-80, Actinidia Chinensis (Kiwi) Fruit Extract, Betula Alba Leaf Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Humulus Lupulus (Hops) Extract, Hypericum Perforatum Extract, Nasturtium Officinale Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Urtica Dioica (Nettle) Extract, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Panthenyl Ethyl Ether, Polyquaternium-10, Hydrolyzed Wheat Protein Pg-Propyl Silanetriol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Biotin, Glycerin, Butylene Glycol, Illex Paraguariensis Leaf Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Ferula Galbanilua (Galbanum) Resin Oil, Santalum Album (Sandalwood) Oil, Hexyl Acetate, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Ethyl Acetate, Citrus Aurantifolia (Lime) Oil, Cymbopogon Schoenanthus Oil, 3-Hexenol, Zingiber Officinale (Ginger) Root Oil, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Geranyl Acetate, Allyl Caproate, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Cananga Odorata Flower Oil, Amyl Cinnamal, Linalool, Linalyl Acetate, Beta-Ionone, Geraniol, Citronellol, Gamma-Undecalactone, Benzyl Acetate, Cis-3-Hexenyl Acetate, Styrax Benzoin Resin Extract, Citric Acid, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Limonene, Alpha-Amyl Cinnamic Aldehyde


Czy miałaś okazję używać kosmetyków  tej marki? 

Ciekawa jestem opinii na temat produktów do twarzy.

środa, 6 stycznia 2016

Serge Lutens La religieuse


"Wybawienia od Dobra!

Równie biały jak śnieg
jest kwiat jaśminu.
Moja religia jest Czarna’’
Serge Lutens




Intrygujące, prawda? Wiedziona ciekawością trafiłam do perfumerii, by przekonać się o wyjątkowości kompozycji La religieuse. Kiedy się pojawiła, mnogość opinii i ich skrajność zafascynowała mnie na tyle, że uznałam za konieczność poznać ją na własnej skórze.






Wodę perfumowaną La religieuse wypełnia jaśmin, kadzidło, cywet i piżmo.
I właśnie jaśmin obecny jest od pierwszej chwili. Towarzyszy mu białe piżmo, które nadaje mu ciepło i pewną ...cielesność? Puentą zapachu jest słodko-gorzkie kadzidło.



Jest kontrowersyjny. Tajemniczy i nieprzewidywalny.

Pierwsze spotkanie nie należało do udanych, wypsikany blotter ugrzązł na dnie torebki zupełnie zapomniany.

Po pewnym czasie kolejny raz odwiedziłam perfumerię i zupełnie przypadkiem musnęłam nim nadgarstek. Zapach rozwinął się w tak zajmujący sposób, że oczekiwałam tylko na to, co wydarzy się później. Przyległ do skóry i trwał...
Musiał być mój.




Woda perfumowana Serge Lutens La religieuse nie towarzyszy mi codziennie. Ma w sobie coś dostojnego i mrocznego. Skupia na sobie całą uwagę. Wymaga odpowiedniego nastroju i oprawy.



Czy miałaś okazję poznać tę kompozycję?




ps. Po głowie chodzi mi Daim Blond od czasu wizyty w Mon Credo  :)

sobota, 2 stycznia 2016

O czym dziś

O czym dziś napiszę.

Dawno nic nie dodałam. Moje zacięcie kosmetyczne trwa nadal, a mimo to posty pojawiają się bardzo rzadko.W koszu denkowym produkty przestają się mieścić, przybywają nowe. Fascynują mnie nowości, wracam do starych produktów, temat ciągle aktualny. 

Dlaczego mnie nie słychać?

Dużo myślę. Nie zawsze o rzeczach pozytywnych i TO zżera moją energię. Energię, która zamierzałam przekazywać właśnie na blogu. Przekazywać i dostawać. 

W Nowym Roku 2016 pozostanę Weroniką. Tylko trochę więcej i częściej myślącą o sobie.

Co u Ciebie?


niedziela, 23 sierpnia 2015

Rexaline Hydra Force

Hej,

Podkreślałam już kilka razy, że moja sucha skóra daje się często we znaki i wymaga szczególnej uwagi i nawilżenia. Z zaciekawieniem przekopałam internet w poszukiwaniu serum nawilżającego, które miałam zamiar włączyć do pielęgnacji.

Wybór padł na Rexaline, Hyper-Hydrating Anti-Wrinkle Serum Hydra Force. Moje wyobrażenie o tego typu produktach zupełnie się zmieniło od czasu, kiedy zaczęłam je używać. Wcześniej miałam doświadczenie z produktami innych marek, które albo mnie okropnie zaklejały albo sprawiały, że odczuwałam okropne ściągnięcie  chwilę po nałożeniu. Tym razem było inaczej...



Serum to silnie skoncentrowany produkt, który natychmiast dostarcza nawilżających składników i kolagenu. Dzięki zawartości kwasu hialuronowego, kwasu poliglutaminowego, mleczka pszczelego oraz mocznika rezerwy wodne zostają uzupełnione, skóra staje się bardziej jędrna i gładka.



Jestem oczarowana działaniem tego serum. Efekty stosowania były naprawdę odczuwalne i zauważalne. Mój makijaż wyglądał lepiej, czułam się komfortowo. Serum Rexaline spełniło moje oczekiwania w 100 %. Co więcej, zainteresowałam się marką na tyle, by przynieść do domu również inne produkty- ale o tym innym razem :)



Serum nie zawiera parabenów, sulfatów i triclosanu. Jest przeznaczone do każdego rodzaju cery.
Przy codziennym używaniu starczyło mi na 3 miesiące. 
Kupię je ponownie na pewno.


Zalety :
+Komfort używania- nie klei się, nie spływa, współgra z kremem, podkładem
+ Zapewnia uczucie nawilżenia, które trwa
+ Idealna baza pod makijaż
+ Poręczne opakowanie
+ Łatwe dozowanie


Czekam na promocję w Sephorze, by uzupełnić zapasy !

Polecam.

Czy miałyście okazję używać produktów marki Rexaline ?

Pozdrawiam,

Weronika


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Collistar talasso scrub

Hej,

nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała peelingu, który zbiera pochlebne opinie, a dodatkowo ma działanie ujędrniające.

Trochę zagoniona, wczorajsza i nie bardzo lecąca z duchem czasu, peeling kupiłam zimą :)
Brakowało mi egzotycznych i świeżych zapachów, trochę tęskniłam za cieplejszą porą roku.

Collistar talasso scrub to przeciwstarzeniowy ujędrniający peeling do ciała z ekstraktem z sycylijskich cytrusów.



Peeling stworzony jest z soli morskiej, olejków eterycznych i ekstraktów z kwiatów pomarańczy i sycylijskich cytrusów.
Działa na kilku poziomach : złuszcza i regeneruje dzięki zawartości soli morskich, które przyspieszają przemianę komórek, działa przeciw wolnym rodnikom i rozjaśnia skórę zapobiegając przebarwieniom (flawonoidy, witamina c oraz hydroksykwasy zawarte w owocach cytrusowych), a także regeneruje barierę hydrolipidową skóry poprzez nawilżający kompleks L22.



Jest to peeling zdecydowanie gruboziarnisty, więc wielbicielki mocnych zdzieraków będą zadowolone. Po użyciu uczucie nawilżenia jest zauważalne i moja sucha skóra nie wymagała dodatkowego kosmetyku. Spodziewałam się jednak uderzającego energizującego zapachu cytrusów, którego niestety zabrakło. Wyczuwam lekki aromat pomarańczy, ale o daleko mu do moich wyobrażeń... Szkoda.

Kosmetyk oceniam pozytywnie za wspaniałe działanie, ale ulubieńca nie zdetronizował peeling arbuzowy.

Scrub ma aż 700ml. Dostępny jest w perfumerii Douglas.

Jaki jest Twój ulubiony peeling do ciała?

Miłego wieczoru,

Weronika

sobota, 15 sierpnia 2015

Moje denko

Hej,

Ten post miał powstać kilka miesięcy temu. Nie wiem dlaczego, ale czas płynie szybciej niż zwykle. A może to ja jestem mało zorganizowana?

Od pewnego czasu uzupełniam swoje półki w łazience tylko niezbędnymi produktami. Doszłam do etapu, kiedy wszystko zaczęło mnie przytłaczać i czułam, że potrzeba mi więcej przestrzeni.
Od czasu do czasu pozwalam sobie na małe odstępstwo, ale nareszcie nie każde wejście do drogerii czy perfumerii kończy się zakupami.

To będzie post denkowy z produktami codziennego użytku :-)

Zaczynamy!



Łagodny dwufazowy płyn do demakijażu oczu Bielenda- nudna jestem, wiem ! Zmieniam tylko wariant- awokado, bawełna, czarna oliwka- uważam, że te płyny są świetne. Doskonale radzą sobie z demakijażem. Nie znoszę zmywać tuszu i cieni za pomocą miceli- mam  wrażenie, że wysuszają delikatne okolice oczu. Dodatkowym atutem jest niewątpliwie cena :) Na pewno kupię ponownie.

Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciwko zaskórnikom, Ziaja, seria Liście Manuka- ciekawy peeling do twarzy, choć u mnie idealnie sprawdzał się jako produkt po depilacji :) Miał odpowiednie granulki, łatwo się zmywał i dawał uczucie odświeżenia. Czy kupię ponownie? Możliwe, choć nie wyróżnia się niczym szczególnym.


Tonik nawilżający Bioderma Hydrabio - piałam już z zachwytu nad tym produktem, więc nie będę się powtarzać. Jest genialny i nie zamierzam póki co kupować innych :) W tak zwanym międzyczasie zużywałam miniaturki innych marek, ale z radością wracałam do Biodermy. Często produkty z tej linii możemy nabyć okazyjnie w dwupakach, więc radość jeszcze większa !

Lipowy płyn micelarny Sylveco - pierwsze skojarzenie, które ciśnie się na usta gdy spoglądam na ten produkt to : zapach szpitala ! Niewątpliwie płyn ten wyróżnia się wśród innych intensywnym, specyficznym zapachem. Jego działanie jest skuteczne, jest delikatny dla wrażliwej skóry. Przypadł mi do gustu, jednak radzę sprawdzić przed zakupem czy wrażenia sensoryczne nie będą zbyt silne.

Pianka do mycia twarzy Organic Therapy- wydajna jak smok, delikatna jak obłoczek. Nie dawała rady cięższym kosmetykom kolorowym, ale jako wstępne oczyszczenie cery rano, czemu nie. jej zapach kojarzył mi się z bzami :) 





Od razu zauważam, że to arsenał z chłodniejszych miesięcy- wtedy skłaniam się ku lekko otulającym, cieplejszym zapachom. Latem wybieram głównie energetyczne i odświeżające !

Żel pod prysznic Mango Balea - prezent od Kochanej Ines *, która doskonale wie, że za mango dałabym się pokroić. Używałam tego żelu z ogromną przyjemnością, gdyż zapach kojarzył mi się z kocem, szortami i parasolką chroniącą przed słońcem na plaży :)

Żel pod prysznic biała czekolada Aquolina - marka mało popularna, a szkoda. Żele pod prysznic są naprawdę świetne i mają oryginalne zapachy. Nie przepadam za słodszymi aromatami, ale ten żel idealnie sprawdzał się w chłodniejsze wieczory. Nie wysuszał skóry i był wydajny.

Macadamia Peeling myjący do ciała nawilżająco- wygładzający Paloma- delikatny zdzierak, a właściwie żel z drobinkami. Trochę wodnista konsystencja, ale przyjemny w użyciu. Zrobiłam sobie zapas :)

Żel pod prysznic z olejkiem arganowym Paloma - piękny zapach ! Szybko się zużywa, ale za to w jakim komforcie !

Żel pod prysznic Orange Jelly Blossom Aquolina- produkt ideał pod prysznic. Ma konsystencję żelo-galaretki (a może kisielu ;) i ma interesujący kwiatowo-owocowy zapach. Ma aż 500ml, więc przełożyłam sobie do niego pompkę (spryciula). Stacjonarnie nie mogę już go utrafić, ale zamówie online :)





Szampon nadający witalność Siła 5 roślin, Ultra Doux, Garnier - kto nie zna szamponów Ultra Doux ręka w górę. Chyba każda z nas miała już z nimi do czynienia, prawda? Często kupuję tę wersję, gdyż podoba mi się zapach - wyczuwam w nim zieloną herbatę :) pomimo że ma w składzie SLS, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry głowy. W mojej łazience znajdziesz tryliard różnych szamponów i z całą pewnością ten egzemplarz :)

Expresowa odżywka bez spłukiwania, Wzmocnienie i energia, 
Mrs. Potter's- jak dorastałam to często przynosiłam z drogerii mojej Cioci szampony Mrs.Potter's. Gdy zobaczyłam tę odżywkę, postanowiłam wrócić do wspomnień. Czy regeneruje moje włosy? Nie wiem, ale dzięki niej łatwiej rozczesuję moje zmierzwione piórka. Kupuję też inne wersje i nie narzekam.



Antyperspirant Garnier Mineral Invisible - chwalony, ale według mnie przeciętniak. Długo się wchłania i potrafi zawieść. Nie wrócimy do siebie.




No i klasyki Suche szampony Batiste - wersja Cherry i Floral Blush- ratują z opresji, gdy okazuje się, że byłam umówiona na 10, a nie na 12.00 jak mi się początkowo wydawało ;) Wolę wersję cherry, choć w tajemnicy wyznam, że w torebce noszę Lush, którym obdarowała mnie Magda ***;)

Dobrnęłyśmy do konca !

Czy używałyście produktów, które pojawiły się w moim denku?

Miłego dnia,

Weronika



niedziela, 9 sierpnia 2015

Klorane Szampon na bazie masła mango



Uwielbiam ten owoc ! Soczyste mango mogłabym jeść bez przerwy ! 

Tą miłość przenoszę również do łazienki, gdyż jak tylko widzę kosmetyk o zapachu mango,to muszę go mieć !

Dzisiaj jednak ponarzekam. Do zakupu Szamponu Klorane na bazie masła mango przekonał mnie cudowny zapach i piękna witryna w pobliskiej aptece :) Zapach tego produktu jest na tyle przyjemny dla nosa, że zaraz po mnie do Ziko przyleciały dwie koleżanki z pracy :)


Szampon ten ma właściwości odżywcze i wzmacniające. Zamyka łuski oraz odbudowuje płaszcz lipidowy włosów , chroni je przed wysuszeniem. Przeznaczony jest do włosów suchych i zniszczonych.

Skład: Water (Aqua), Sodium Laureth Sulfate, Cocamide MIPA, Cocamidopropyl Betaine, TEA-Cocoyl Hydrolyzed Collagen, Propylene Glycol, Butylparaben, Citric Acid, DMDM Hydantoin, Ethylparaben, Fragrance (Parfum), Glycol Palmitate, Glycol Stearate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter (Mangifera Indica Seed Butter), Methylisothiazolinone, Methylparaben, Phenoxyethanol, Propylparaben, Yellow 5 (CI 19140), Yellow (CI 15985)

Kosztuje około 28zł /200ml



I tutaj muszę wtrącić te swoje trzy grosze dlaczego on taki zły i niedobry. Przyjemnie się pieni, podczas mycia cudownie pachnie- więcej zalet brak. Oblepia włosy, powoduje wzmożone przetłuszczanie skóry głowy, a cudowny zapach znika wraz z zakręceniem wody w słuchawce prysznica. 
Liczyłam na lekkie podrasowanie moich rozjaśnianych kosmyków, ale nic z tego. Nie byłam w stanie go używać. 

Rozczarowanie.

Czy miałyście okazję używać tego produktu?

Pozdrawiam,

Weronika


niedziela, 26 lipca 2015

Caudalie Masque Purifiant

Hej,

Dzisiaj o maseczce oczyszczającej Masque Purifiant Caudalie.
Jakiś czas temu marka ta zdobywała szturmem serca blogosfery za sprawą wody winogronowej, której nie miałam okazji jeszcze używać ( zupełnie nie wiem jak to możliwe ;)

Maseczkę Caudalie kupiłam dla Męża ze względu na rodzaj cery- mieszana/tłusta. 


Wybaczcie cenę na zdjęciu, ale po oderwaniu jej opakowanie nie nadawało się do sfotografowania.

Maseczka stworzona została na bazie dwóch glinek-kaolinu i bentonitu, które mają działanie oczyszczające i absorbujące. Działają łagodnie- nie wysuszają skóry, oczyszczają i zamykają pory regulując przy tym produkcję sebum. Oprócz glinek w składzie znajdziemy cyprys, szałwię i lawendę o właściwościach ściągających, rumianek łagodzący podrażnienia , drzewo sandałowe o działaniu drenującym, cynk regulujący produkcję gruczołów oraz nasiona lnu zapobiegające tworzeniu się zaskórników.


Produkt ten jest przeznaczony do każdego typu skóry, a w szczególności do cery tłustej i mieszanej. Może być również stosowany miejscowo zapobiegając pojawianiu się niedoskonałości.

Maseczkę zaleca się stosować 2 razy w tygodniu nakładając ją na oczyszczoną wilgotną twarz na około 10 minut. Po upływie tego czasu maseczkę spłukujemy wodą.

skład:
Aqua, Kaolin, Glycerin, Olus Oil (Vegetable Oil), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Neopentyl Glycol Diethylhexanoate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Ethylhexyl Palmitate, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetyl Alcohol, Bentonite, Ceteth-20 Phosphate, Magnesium Aluminum Silicate, Ci 77891 (Titanium Dioxide), Benzyl Alcohol, Dicetyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Caprylyl Glycol, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Cupressus Sempervirens Oil, Dehydroacetic Acid, Sodium Hydroxide, Salvia Sclarea (Clary) Oil, Commiphora Myrrha Oil, Santalum Album (Sandalwood) Oil, Sodium Phytate, Zinc Pca, Anthemis Nobilis Flower Oil, Limonene, Linalool 

Pomimo posiadania cery suchej bardzo polubiłam tę maseczkę i często podkradałam ją z półki męża. Działa niezwykle łagodnie i skutecznie. Stosowałam ją raz w tygodniu wieczorem wg zaleceń producenta. 
Sprawdzała się idealnie. 
Na cerze tłustej również świetnie sobie radziła. Zauważyłam poprawę w wyglądzie skóry męża przy regularnym stosowaniu. 
Dużym atutem tej maseczki  jest to, że nie zastyga na wiór i nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia twarzy. Nie ma konieczności dodatkowego zwilżania twarzy wodą termalną w czasie jej używania.

Bardzo dobry produkt !

Polecam!

Czy miałyście okazję używać produktów Caudalie?


Weronika

niedziela, 10 maja 2015

Mała Wielka Pielęgnacja Tołpa Biała wierzba

Hej,

dziś rzecz o głęboko oczyszczającej masce. Tołpa Botanic Biała Wierzba to szampon-maska, który intensywnie oczyszcza skórę głowy i włosy oraz normalizuje wydzielanie sebum.


Biała wierzba oczyszcza skórę głowy, łagodzi podrażnienia i nawilża. Działa delikatnie , antyseptycznie i ściągająco. Produkt dodatkowo wzbogacono w miętę oraz ocet owocowy i glinkę.


Szampon- maska jest produktem hypoalergicznym. Nadaje się do włosów przetłuszczających, obciążonych środkami do stylizacji i tych, które są pozbawione witalności. Maskę dobrze przyjmie nawet wrażliwa skóra głowy. 


Produkt ma kremową konsystencję i roślinny zapach. Nakładamy go na dłoń, łączymy z niewielką ilością wody i rozprowadzamy na wilgotnych włosach i spłukujemy. Ponownie nakładamy, spieniamy i pozostawiamy na 3-5 lub na 10 minut jako maskę. Spłukujemy wodą. 
Maska przywraca równowagę skórze głowy, ogranicza wydzielania sebum i ogranicza potrzebę częstego mycia włosów. Unosi włosy u nasady dodając im objętości. 

Bardzo lubię ten produkt ! Maskę nakładam raz w tygodniu. Po jej użyciu włosy są miękkie i nabierają życia. Jest wydajna, opakowanie zawiera 125ml produktu, na jeden seans zużywam nie więcej niż 10 ml. 

Marka Tołpa starannie opracowała szatę graficzną- dopiski i ciekawostki umieszczone na opakowaniu przykuwają moją uwagę i sprawiają, że czytam etykietę od początku do końca :)

Produkt nie zawiera alergenów, sztucznych barwników, sls-u, silikonów, oleju parafinowego, parabenów i formaldehydu. 

Brawo Tołpa !

Czy fundujecie detox swoim włosom?

Pozdrawiam,

Weronika